San Miguel de Allende – pretensjonalne i amerykańskie, ale urocze

San Miguel to miasto idealne. Jest pełne brukowanych uliczek, kolorowych domków, małych kramików z pseudo meksykańskimi wyrobami.

Na pewno nie jest tym, czego szukamy w Meksyku, brakuje tu dreszczyku emocji. Jest bardzo amerykańskie i bezpieczne.

Oczywiście nie szukamy guza i bliskiego spotkania z mafią, a jedynie przyjaznych, prawdziwych ludzi z meksykańskim rodowodem. To miasteczko nieco sztuczne i na pokaz. Rysuje mylny obraz zadbanego, bezpiecznego Meksyku. Łatwo się tu rozluźnić i stracić czujność. Jeśli chodzi o zabudowę, kolonialne centrum jest bardzo dobrze zachowane i na pewno warte obejrzenia. Jednak, żeby liznąć nieco szczerości, trzeba wybrać się na przedmieścia.

W samym miasteczku niewiele jest prawdziwego Meksyku. Trzeba naprawdę się nałazić, żeby coś takiego znależć. My nie omieszkaliśmy wydeptać własnej ścieżki. Udało nam się wyszukać trochę perełek w postaci pięknie zdobionych, ukrytych kapliczek, małych sklepików, do których wabi głos papugi w klatce. Co ciekawe, w sklepach jest zupełnie ciemno. Meksykanie nie korzystają, w miarę możliwości, ze światła w ciągu dnia.

San Miguel zwiedza się dość ciężko, bo położone jest na stromym zboczu góry Rio Laja. Trzeba zatem pamiętać o wygodnych butach i dobrej kondycji. Dobrze jest mieć ze sobą maseczkę chroniącą przed spalinami. Z tego co się dowiedzieliśmy wynika, że Meksykanie jeżdżą na benzynie 87! Od początku miasta podśmiardywały nam niezmiernie.

Opcją dla leniwych są niedrogie taxówki i zabytkowy autobusik turystyczny. My zawsze wybieramy opcję pieszą, żeby nic nam nie umknęło. Całe miasteczko można z powodzeniem zwiedzić w jeden dzień.

El Jardin

Serce miasta to El Jardin. Jest to mały ryneczek, gdzie zbierają się rzesze meksykanów na wieczorne ploteczki. Tutaj wieczorami grywają mariaczis i tutaj znajduje się najbardziej charakterystyczna budowla La Parroquia de San Miguel Arcangel. Fasada tego kościoła przypomina gotyckie budowle, a przebudowany został przez architekta samouka. Z resztą to nie jedyna budowla, gdzie maczał palce architekt-samouk. Naprzeciwko znajduje się jeszcze Palacio Municipal i Galeria San Miguel, która jak się okazało jeszcze nie istnieje.

Plaza de la Soledad

Drugim, ale moim zdaniem równie urokliwym ryneczkiem jest Plaza de la Soledad. Na środku stoi statua Allende na koniu, ale naszą uwagę przykuł kościół z niezwykłą, wklęsłą fasadą, która u góry ma kształt muszli. Ołtarz kościoła uświetnia Matka Boska z blond lokami w białej sukni. Na mnie zrobiło to duże wrażenie, bo postać była poprostu blond pięknością o śnieżnobiałej skórze w blond peruce, a takich wzorców w Meksyku nie ma.

Na placu pełno jest pucybutów, kramików z przekąskami i kolorowymi zabawkami dla dzieci. Po południu miejsce to robi się wyjątkowo gwarne i jak się na chwilkę przysiądzie, można poobserwować codzienne życie tutejszych mieszkańców. Można znależć jeszcze troszkę lokalnych twarzy w tym mieście.

Niedaleko od Plaza de la Soledad znajduje się targ. Częściowo zachował się jeszcze tradycyjny charakter tego miejsca. Można tam znaleźć mnóstwo ziół, owoców, kwiatów, można również zjeść. Na to ostatnie się nie odważyliśmy, po tym jak zobaczyłam stado moli przy workach z ryżem.

Bellas Artes

Kolejnym punktem charakterystycznym w San Miguel jest Bellas Artes, gdzie mieliśmy przyjemność prowadzić warsztaty animacji. Jest to instytut sztuki, który znajduje się niedaleko Jardin. Sam budynek ma ładny dziedziniec krużgankowy, gdzie znajdują się wejścia do sal, w których odbywają się różnego rodzaju zajęcia. W większości są to zajęcia taneczne i muzyczne, ale również ceramika, nauka tradycyjnego tkania itp. Z zajęć może korzystać każdy uiszczając odpowiednią opłatę. Na parterze instytutu znajdują się wystawy, murale i instalacje. Na czas festiwalu Giff jedna z sal została przekształcona w kino.

Parque Benito Juares

Ciekawym miejscem w San Miguel jest ogród Parque Benito Juarez. Można tam sobie na chwilkę przysiąść i posłuchać meksykańskich ptaków, które śpiewają zupełnie inaczej niż u nas. Niedaleko ogrodu jest Instituto Allende, gdzie z kolei odbywają się różnego rodzaju zajęcia artystyczne. Pachnie tam farbami olejnymi i terpentyną, a wokół pełno praktykujących amatorów malarstwa.

Jardin Botanico

Jedną z atrakcji na obrzeżach miasta jest Jardin Botanico. Ogród został stworzony na podobieństwo pustyni na północy. Jest tam pełno kaktusów, niewielki, zamulony zbiornik wodny i mały skalny wąwóz. Wejście kosztuje 40$ meksykańskich i zwiedzanie go nie jest obligatoryjne. Jedyne co warte jest tych pieniędzy to widok na całe miasto i wielkie, czarne robaki.

ZAKWATEROWANIE

Zatrzymaliśmy się w Casa Puesta del Sol. Jest to mały hostel stworzony przez podstarzałego amerykanina, który prawie codziennie urządzał sobie biby. Nie brakowało na nich „zioła” oczywiście. Na szczęście kończył koło godziny 11. Do obsługi gości zatrudniona była para meksykanów, która pracowała od rana do wieczora. Śniadania to były jajka w różnych postaciach i rozwodniona kawa.

Samo miejsce jest dość ładne, ale nie zapłaciłabym za pokój 120 dolarów amerykańskich, a właśnie tyle kosztuje noc w Casa Puesta del Sol.

Nasze wrażenie z San Miguel de Allende jest mieszane. Z jednej strony to bardzo turystyczne miasto, ale gdzieś pomiędzy domkami, schowanymi uliczkami przemyka meksykański duch. Widać niesamowite uzależnienie tego miasta od zamieszkałych tu Amerykanów, którzy przyjeżdżają, aby przeżyć dostatnie życie na emeryturze w luksusowej, meksykańskiej hacjeńdzie. Tworzą enklawy amerykańskich domków, zatrudniają muchache do wychodzenia z pieskami i obsługi domu.
Meksykanie, z jednej strony są tu stłamszeni i sprowadzeni jedynie do obsługiwania amerykańskich przyjezdnych i „miejscowych”, a z drugiej zaś dostają od nich pracę.

Jednym z najfajniejszych przeżyć w tym mieście to wieczorny spacer po głównym rynku, kiedy to Meksykanie siadają na ławeczkach, plotkują i słuchają mariaczis. W tej muzyce zawarty jest największy duch meksyku.

3 komentarze
  • Międzynarodowy Festiwal Filmowy Guanajuato (Meksyk) zaprosił „Dom: Warszawa – Meksyk” | DOM: WARSZAWA - MEKSYK
    Posted at 06:56h, 12 sierpnia Odpowiedz

    […] ciepły dzień w San Miguel de Allende, meksykańskim miasteczku kolonialnym pełnym miłośników kina na 17. Międzynarodowym Festiwalu […]

  • EBertowska
    Posted at 00:30h, 20 stycznia Odpowiedz

    Dziekuje za relacje I zdjecia z San Miguel.
    W srode tam lece. Troche zmartwilo mnie ,
    nie ma wiele atrakcji do zwiedzenia .
    Bedziemy tam 10 dni.
    Chcialabym dowiedziec sie gdzie mozna dobrze i bez przygod zjesc ?
    Podreperuje hiszpanski i skorzystam z jakis warsztatow.
    Podobno biblioteka jest miejscem , gdzie mozna zebrac duzo informacji…co i gdzie.
    Jeszcze raz dziekuje
    Elka

    • jedzmy
      Posted at 17:18h, 20 stycznia Odpowiedz

      Hej hej! Nie martw się, każdy znajdzie coś dla siebie, będziesz zachwycona. Do San Miguel podeszłam bardzo krytycznie, ale to ciekawe i kolorowe miasteczko. My byliśmy w trakcie festiwalu animacji, co na pewno nie pomogło w odbiorze, bo było ciasno. Trzeba pochodzić po uliczkach, nie skupiać się na przewodnikowych atrakcjach, a na pewno Ci się spodoba. Jeśli chodzi o jedzenie, to polecam wszędzie w Meksyku tzw. uliczne żarcie, czyli małe tortilki z mięsem, cebulką z kolendrą, i pyszną salsa np. salsa verde. Mięso jest siekane na twoich oczach na pniu drzewa, wszyscy jedzą rękami i płacisz jak już się najesz – pyszka. Szczerze Ci zazdroszczę podróży, bo do Meksyku chętnie bym jeszcze wróciła. Jeśli masz jakieś konkretne pytania, to daj znać mailowo: jedzmy@gmail.com. Pozdrawiamy!!!!!!!!!!!!!!!!!

Post A Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.