Park Narodowy Picos de Europa i skarby miasteczka Covadonga // Asturia

Ruszyliśmy dalej przez park Fuentes Carrionas. Mijaliśmy krajobrazy rodem z Mongolii – bezkresne, złote stepy i niewysokie pagórki, na których pasły się konie i krowy. Prowadziła przez nie rudawa, kręta droga, która wkrótce zamieniła się w wąską asfaltówkę. Ta z kolei bez pardonu wbiła się nagle pomiędzy strome zbocza skał Parku Picos de Europa. Jest to jeden z najstarszych parków narodowych Hiszpanii i Europy. Obejmuje obszary Asturii, Kantabrii, Kastylii i Leon. W obrębie parku znajduje się najwyższe wapienne pasmo – Góry Kantabryjskie. Droga ciągnęłą się wśród gór, a zielone pagórki co i rusz zmieniały się w srogo wyglądające, skaliste zbocza. Gdzieniegdzie mijaliśmy małe wioski, których ewidentnie czas nie oszczędzał. Charakterystyczne, wpisane w krajobraz Asturii, są drewniane spichlerze na wysokich nóżkach (horreos). Warto zatrzymać się w jednej z asturiańskich miasteczek i obejrzeć je sobie z bliska.

Okrążyliśmy park samochodem, co i rusz wjeżdżając, a to do jednej prowincji, a to do drugiej. Kierowaliśmy się na parking przy trasie do jezior Lagos de Covadonga. Gps pokierował nas błotnistą drogą, gdzieś wysoko w góry, a na dodatek na drodze leżały, jakby nigdy nic, krowy. Nie reagowały na klakson, tylko przyglądały się naszym zmaganiom w grząskim błocie z lekkim pobłażaniem. Wyszłam, aby uwiecznić tę przygodę i noga wpadła mi w jakąś podejrzaną kratkę w ziemi. Odruchowo złapałam się za drut kolczasty, aby nie wpaść głębiej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że musimy zawrócić i znaleźć łatwiejszą trasę.

Zrobiło się późno i ciemno, dodatkowo mgła przysłaniała nam cały widok. W ciemności słychać było jedynie jakieś podejrzane odgłosy zwierząt. Co jakiś czas mrugały do nas jakieś małe, świecące oczka. Ja miałam serce w gardle, a Michał bohatersko udawał, że ma wszystko pod kontrolą. To trwało stanowczo za długo. Zaczęłam tracić nadzieję, że znajdziemy upragniony parking w tych hiszpańskich ciemnościach. W końcu się udało. Był!  Wprawdzie z zakazem postoju dla kamperów, ale w takich okolicznościach nie myśleliśmy, aby szukać czegoś innego. W ciemności słychać było tylko dzwonki i ryk krów, które kręciły się wokół samochodu i wprowadzały niepokój.

Kolejny dzień zaczęliśmy od trekkingu wokół jezior Lagos de Covadonga. To jedna z najbardziej obleganych tras, ale jest łatwa do przejścia i bez problemu można zabrać ze sobą malutkie dziecko w nosidle i psa. Trasa jest bardzo przyjemna i malownicza, ale warto wstać skoro świt, aby w spokoju i bez zbędnych tłumów ją przejść. Większość turystów nie przechodzi jej całej. Kręcą się tylko przy jeziorach, tam gdzie dowożą ich taksówki. Jak się później okazało, tylko w taki sposób można dostać się na górny parking. My wjechaliśmy w nocy nielegalnie,bo nie było już strażników.

Błyszcząca tafla jezior polodowcowych w otoczeniu gór wyglądała bajecznie. Dla Kenzo to był raj – pełno krów do zaganiania i kup do lizania. Wiki początkowo spowalniała wycieczkę przez swoją fascynację schodami, które trzeba pokonać na początkowym odcinku trasy, ale wkrótce zmrużyła oko i dalej mogliśmy bez przeszkód dreptać po szlaku.

Kolejnym przystankiem w Picos de Europa było niewielkie miasteczko Covadonga. Usytuowane jest w malowniczej dolinie Parku Narodowego. Uważa się, że właśnie tutaj rozpoczęła się rekonkwista Hiszpanii. W jednej z bitew zadano znaczne straty Maurom i ten fakt urósł do rangi mitu. Dopatrywano się w tym wydarzeniu pomocy Matki Boskiej, przez co stała się ona patronką Asturii. Tutaj też podziwiać możemy kapliczkę Matki Boskiej w grocie skalnej i cudowne źródło oraz niezwykłe Sanktuarium Matki Bożej Królowej Asturii.

Ciekawostka! Pannie, która napije się wody ze świętego źródła wróży się szybkie zamążpójście i liczne potomstwo. Jeśli, któraś z czytelniczek bloga ma takie plany, to można je przyśpieszyć “błogosławionym łykiem”.

Interior Asturii znacznie różni się od wybrzeża. To zielona kraina serów i sadów. Najsłynniejszy ser to – Queso de Cebralles (pleśniowy, niebieski), wytwarzany z trzech rodzajów mleka. Dojrzewa w jaskiniach Picos de Europa. Ma bardzo intensywny smak i na pewno nie jest dla wszystkich, a wyłącznie dla “serowych” smakoszy.

W Asturii je się mięso. Większość terenów – to zielone pastwiska, na których wypasa się bydło.

W jednej z knajpek w Covadonga, skusiliśmy się na najsłynniejsze, jednogarnkowe danie asturiańskie z tradycyjnie przygotowanej białej fasoli z chorizo, boczkiem, kaszanką, golonką i chlebem – faba asturiana. Bardzo smaczne i bardzo sycące, ale tylko dla wielbicieli mięsa. Jeśli chodzi o napój, to oczywiście na stołach króluje sidre.

Po sutym posiłku ruszyliśmy z powrotem w kierunku wybrzeża. Jazda po górach mocno nadwyrężyła nasz samochód i też należał mu się odpoczynek. Wybrzeże Asturii jest już bardziej komercyjne, ale równie malownicze. Wysokie klify zdobią małe, białe domki rybackich wiosek m.in. Lastres. Trafiliśmy na plażę obok i tam zostaliśmy na noc.

No Comments

Post A Comment