Kameralne miasteczka, zielone klify i noclegi „na dziko” // Normandia vol. 1

Po zabudowanym i skomercjalizowanym wybrzeżu belgijskim, Normandia okazała się być wytchnieniem.

Gdy tylko wjechaliśmy na teren Francji, krzyknęłam z radości. Strome klify w połączeniu z bezkresnym morzem – oto czym nas przywitała.  Jest jednak przesiąknięta tragiczną historią, która dotyka również Polski i czuć to niemal w powietrzu.

Pierwsze miejsce, gdzie zawitaliśmy w Normandii to okolice Escalles. Właśnie tam przykucnęliśmy na noc za krzaczkiem, gdzie skryło się jeszcze parę innych busów.

Północna Francja, jak się okazało, jest stworzona do kamperowania. Wszędzie można znaleźć miejsca do spania “na dziko”. Nikt nikogo nie przepędza, każdy szanuje otoczenie, wszyscy postojowicze się do siebie uśmiechają i raczą uprzejmym “Bonjour”. Znajdą się oczywiście miejsca, gdzie są ograniczenia do 2 metrów wysokości auta, ale kawałek dalej można wypatrzeć idealnie skrojone miejsca na kamperki. Miłe zaskoczenie, co? Aaa…no i Francuzi są mili. Naprawdę.

Pozornie wszystkie parkingi witają znakiem zakazu wjazdu samochodów powyżej 2 m. Wystarczy trochę sprytu, google maps (żadne aplikacje!) i minimum odwagi i śmiałości, a każdy dzień zakończyć można spektakularnym zachodem słońca w niezatłoczonej okolicy. Co ciekawe: na każdym kroku można znaleźć miejsca, gdzie opróżnimy toaletę, napełnimy wodę, wyrzucimy śmieci z busa. Jednym słowem: Francja to idealne miejsce na “vanlife”.

Kolejnym punktem naszej podróży było Opalowe Wybrzeże – Cap Gris Nez przy Cieśninie Dover. Właśnie te rejony znajdują się najbliżej Wysp Brytyjskich (34 km) i z racji tak bliskiego sąsiedztwa Anglii, Niemcy stworzyli tu ogromne fortyfikacje podczas 2 Wojny Światowej. To tutaj znajduje się jeden z dwóch  ocalałych bunkrów, które osłaniały artylerię nadbrzeżną. Obok znajduje się jedyne w Europie działo kolejowe 280 mm.

Noc spędziliśmy w równie spektakularnym miejscu jak poprzednie, w okolicach plaży Equihen. Przejechaliśmy okoliczny Park Naturalny i ruszyliśmy dalej, trzymając się blisko wybrzeża. Po drodze mijaliśmy charakterystyczne normandzkie miasteczka.

Zatrzymaliśmy się w Rue, w departamencie Somma w okręgu Abbevile.

Minęliśmy Abbeville, w którym to po niemieckiej agresji na Polskę, Wielka Brytania i Francja podjęły decyzję o rezygnacji z pomocy II Rzeczypospolitej ( mimo, o wiele mniej liczebnym wojskom nazistowskim).

Kolejnym “przypadkowym” miasteczkiem na naszej drodze było Gaillefontaine. Uraczyło nas paroma małymi uliczkami z podniszczonymi domostwami i francuskimi pysznościami z okolicznej piekarni. Zaciekawiła nas tajemnicza posiadłość na wzgórzu rodem z filmu grozy. Zainteresował nas klimat tego miejsca, troszkę przerażający. Niestety nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na ten temat, więc miejsce pozostało tajemnicze. Nas zadowolił fakt, że byliśmy tam jedynymi turystami.

 

No Comments

Post A Comment