Pomarańczowa Baiona i samotna noc nad oceanem // Galicja

W podróżach często dzieją się rzeczy magiczne. Te niezwykłe momenty, mają miejsce nie wtedy, kiedy ich szukamy, tylko wówczas, kiedy się ich zupełnie nie spodziewamy. Wtedy miejsce, które wszystkim wydaje się brzydkie, turystyczne, staje się dla nas wyjątkowe. Tak trochę było z miastem Baiona, które opisywane jest jako zatłoczony kurort. Gdyby nie fakt, że było nam do niego “po drodze”, pewnie nawet byśmy do Baiony nie podjechali. Często wspominam to miasto, gdy myślę o Galicji, a to tylko dlatego, że trafiliśmy do niego podczas cudownego zachodu słońca. To był ten odpowiedni moment – ta chwila. Było wtedy zupełnie puste i takie spokojne. Pamiętam, jak ciepłe promienie słońca tańczyły w jego wąskich uliczkach. Pamiętam małe place i średnowieczne kościółki, a wszystko skąpane w pomarańczowym świetle. Pamiętam małe łódeczki, kołyszące się na wodzie i białe, ażurowe balkoniki. Pamiętam ruiny twierdzy na wzniesieniu i bezkres oceanu w tle. Polubiłam to miejsce. Dla mnie ze zwykłego, portowego kurortu, stało się cudownym, magicznym, skąpanym w słońcu północy, miasteczkiem. Nie wrócę tam nigdy, bo lubię to wspomnienie. Lubię też Baionę, którą wtedy widziałam. Niech taka zostanie w mojej pamięci.

Przez miasto prowadzi nadbrzeżna droga, którą dojechaliśmy do ruin, za którymi przycupnęliśmy na noc. Słońce zaszło i pozostał jedynie szum fal, szturmujących brzeg i my.

Ciekawostka!

Jak głosi Wikipedia: Do Baiony, jako pierwszego miasta w Hiszpanii, dotarła wieść o dopłynięciu Kolumba do Nowego Świata. Jako jedną z atrakcji miasta jest możliwość zwiedzenia repliki karaweli, która przypłynęła z tą radosną nowiną.

No Comments

Post A Comment