Atomowe okolice // Normandia

Północna Francja nie przestanie nas chyba zaskakiwać. Miała być jedynie tranzytem. Jest tak ciekawa i skrywa w sobie tyle tajemnic, że nie potrafimy jej opuścić. Snujemy się samochodem po małych miasteczkach i wąskich, nadmorskich dróżkach, zajadając pachnące bagietki i cukiernicze, wyśmienite specjały. Codziennie śpimy na wysokich klifach, podziwiając pomarańczowe zachody słońca.

Warto wiedzieć, że w Normandii trunkiem, tak zwanym popularnym (oprócz wina oczywiście) jest cydr, calvados ( wyrabiany podczas destylacji cydru) i pommeau (taka jabłkowa brandy). My trafiliśmy do pięknego pałacyku, w którym przemiły Francuz uraczył nas swoimi produktami z jabłek, z sadu obok. Wzięliśmy trochę butelek na wynos i ruszyliśmy w poszukiwaniu noclegu, który polecił nam właściciel zameczku.

Miejsce okazało się przeurocze i zupełnie puste. Fakt, że dużo takich bezludnych miejsc udało nam się odwiedzić, ale tutaj coś dziwnego wisiało w powietrzu. Otoczenie przypominało nieco Wyspy Brytyjskie. Wszędzie pełno skał porośniętych zielenią. W okolicy znajdowało się małe portowe miasteczko Siouville – Hague, a niedaleko niego trawiasty parking z widokiem na morze. Wprawdzie widniał przy nim zakaz stawiania kamperów, ale zauważyliśmy, że prawie nikt tego nie przestrzega, więc postanowiliśmy zostać.

Chcieliśmy chwilkę zostać i opracować dalszą trasę. Michał zerknął na mapę i okazało się, że stoimy obok elektrowni atomowej. Nie, że obok małej fabryki, ale jednej z większych elektrowni w Europie. Cudownie! Przynajmniej było ładnie. Teraz wiem, dlaczego nikt oprócz nas tu nie spał.

 

No Comments

Post A Comment