Przez A Coruna do Santiago de Compostela // Galicja

A Coruna to duże miasto rybacko-portowe w północno-zachodniej Hiszpanii. Nazywane jest Miastem Szklanych Domów, a to ze względu na charakterystyczne budynki z przeszklonymi balkonami. To też miejsce narodzin sieciówki “Zara”. Jednym z bardziej znanych zabytków jest Wieża Herkulesa, czyli najstarsza, działająca latarnia morska na świecie. My zrezygnowaliśmy ze zwiedzania tego miasta. Wydało nam się zbyt duże, zbyt głośne, zbyt szare. Po prostu “zbyt”.

Po zakupie deski surfingowej w okolicznym Decathlonie, podjechaliśmy na Playa de Bastiaqueiro i tam, na parkingu z zakazem „kampowania”, zostaliśmy na noc. Plaża, jak to zwykle na miejskich plażach bywa, nie za czysta. Dodatkowo stała przy niej wielka tablica z listą wszelkich zakazów i nakazów, a wśród nich zakaz wyprowadzania psów. Jak już zdążyliśmy się zorientować – niewiele osób respektuje jakikolwiek z nich, więc  i my pozwoliliśmy sobie na wieczorny, bezstresowy spacer z naszym czworonogiem.

Kolejnego dnia byliśmy już w Santiago de Compostela. Miasto już od średniowiecza jest jednym z najsłynniejszych miejsc pielgrzymowania. To właśnie tu spoczywa prawdopodobnie jeden z dwunastu apostołów – Św. Jakub.

Już po przejściu paru kroków po pięknej starówce, czuć w powietrzu specyficzny klimat miasta. To tu spotykamy ludzi, którzy pragną z jednej strony przeżyć swoiste oczyszczenie duszy, a i takich, którzy po prostu chcą się sprawdzić w długiej wędrówce. Znakiem rozpoznawczym pielgrzymów jest charakterystyczna muszla przegrzebka (czyli muszla Św. Jakuba), którą dzierżą, podążając drogą Camino de Compostela. Święty Jakub był rybakiem i przedstawiany jest najczęściej z sakwą i kijem oraz białą muszlą u boku. To właśnie ona stała się symbolem pielgrzymek do Santiago. Pierwotnie służyła jako naczynie wędrowcom. Atrybut ten widnieje obecnie na wszystkich oznaczeniach dróg i szlaków wiodących do Santiago de Compostela, których w samej Galicji jest ponad 1300 kilometrów. Droga Świętego Jakuba wiedzie przez Francję i Hiszpanię. Każdy pielgrzym zbiera stemple w specjalnym paszporcie. Pielgrzymka jest uznana za odbytą, gdy peregrino (tak nazywa się pielgrzyma udającego się do Santiago) przejdzie minimum 100 km pieszo, albo przejedzie 200 km na rowerze lub konno. Swoją wędrówkę śmiałkowie kończą często na Cabo Fisterra, paląc swoje buty i ubrania. Ten akt jest symbolem początku nowego życia bez grzechu. Niegdyś przylądek ten uważany był za przysłowiowy koniec świata.

Życie w mieście toczy się wokół placu Praza de Obradoiro, przy którym stoi katedra Santiago de Compostela. Muszę przyznać, że to jedna z piękniejszych jakie widziałam. Nie mogłam oderwać od niej oczu i może dlatego tak mało mamy zdjęć z tej okolicy. Chciałam nasycić umysł, cofnąć się w czasie na chwilkę, poczuć historię jaka za nią stoi. W końcu to jedno z największych dzieł architektury romańskiej w Hiszpanii i jedna z ważniejszych średniowiecznych świątyń. Wystarczy obejść ją wokół, a zorientujemy się jak bogata jest w rzeźby i płaskorzeźby. Elewacja z różnych stron katedry wygląda nieco inaczej i jej elementy architektoniczne pochodzą z różnych okresów. Doszukamy się fragmentów sztuki romańskiej i barokowej. Znajdziemy liczne płaskorzeźby ze scenami z Biblii.

Wnętrza budowli niestety nie zobaczyliśmy (to zostawiamy, dla tych najwytrwalszych, którzy lubią stać w kilometrowych kolejkach), ale na pewno warto, bo jest idealnie zachowane. Nieco bardziej ascetyczne w porównaniu z bogato zdobioną elewacją. W środku znajduje się też ogromna, pokryta ornamentami, posrebrzana kadzielnica – Botafumeiro (80 kg), której wielkość umożliwia okadzenie całego wnętrza świątyni. Zapach wydalany z kadzidła miał spełniać parę funkcji, od leczniczych, po neutralizację zapachu pielgrzymów. W końcu 100 kilometrów dreptania robi swoje. Ostatecznie rytuał ten stał się elementem liturgii podczas mszy w katedrze.

Po “ochach i achach” nad wspomnianą wyżej świątynią, pokręciliśmy się po wąskich uliczkach starówki. Miasto robi duże wrażenie i faktycznie jest bardzo dobrze zachowane. Na każdym kroku mamy do czynienia z zabytkami. Urocze małe knajpki, większe, mniejsze placyki, witryny z owocami morza i sklepy ze srebrem, a wszędzie symbol muszli Św. Jakuba. Brukowane uliczki są często okupowane przez artystów i pielgrzymów z plecakami, rozkładających swoje małe kramiki, aby uzbierać parę groszy na dalszą drogę życia.

Warto zatrzymać się na chwilkę w tym mieście i poobserwować metamorfozę, jaką przechodzą tu ludzie.Wyłuskać coś dla siebie z tłumu turystów, który tutaj akurat jakoś nam nie przeszkadzał.

No Comments

Post A Comment