Ocean w sercu mieć // Witamy Portugalię

Ach Portugalio! Będę do Ciebie wracać, będę śnić i myśleć o tobie. Zakochałam się w twoim oceanie, w twoich szerokich plażach, w twoim zapachu i osobliwym słońcu. To tutaj ludzie mają w sercach fale oceanu, to tutaj w żyłach płynie wino zamiast krwi.

Gdy tylko przekroczyliśmy wirtualną granicę portugalską, poczułam jakiś taki dreszczyk emocji. W końcu to nowy kraj, nowe doznania. Kraj, którego bałam się nieco, bo przecież jest teraz tak popularny, żeby nie powiedzieć – oklepany. Podejrzewałam, że jego wybrzeże to same kurorty, a interior to miejski syf. Nic bardziej mylnego!

Pierwszym przystankiem na naszej portugalskiej trasie była Praia de Arvore. Dla nas idealna i idealnie pusta, ale w sezonie może być troszkę zatłoczona. Ten fakt zdradzał między innymi budynek nieczynnej restauracji, która w szczycie sezonu zapewne tętni nie jednym życiem. Sama plaża jest piękna, szeroka i znajduje się w nadbrzeżnym rezerwacie ornitologicznym. Właściwie to kilka plaż  połączonych ze sobą długą, drewnianą kładką. W ich otoczeniu jest mnóstwo wydm, a w powietrzu unosi się specyficzny zapach okolicznej roślinności.

A co najważniejsze! To jest też dobre miejsce na surfing.

Zaparkowaliśmy przy samej plaży, zaraz za małym murkiem, lekceważąc bezczelnie zakaz „kamperowania”. Noc nie była dla nas łaskawa, bo było dość zimno i przydały nam się wszystkie ciepłe rzeczy, których na szczęście mieliśmy całkiem sporo. Z kolei poranek przywitał nas gęstą mgłą i słabą widocznością. Od tego momentu praktycznie każdy początek dnia tak wyglądał – do południa mgła, a po południu słońce. Taka ta Portugalia już jest. Troszkę kapryśna.

Michał, gdy tylko zobaczył kogoś na desce surfingowej, sam szybko wskoczył w piankę i poszedł “łapać falę”. Pierwsze próby zakończyły się kontuzją i krwią z nosa. Właśnie wtedy zaczęłam mieć wątpliwości, czy powinnam zabierać się za ten sport. Jednak wystarczy spojrzeć na tych wszędobylskich ludzi z deskami, wpatrujących się daleko w ocean, aby szybko zmienić zdanie. Tu nie do końca chodzi o pływanie samo w sobie. To filozofia, styl życia i bycia, który niesamowicie pociąga i uzależnia. Ci ludzie naprawdę mają ocean w sercu.

No Comments

Post A Comment