3 dni w San Cristobal de las Casas

San Cristobal to miasto, gdzie krzyżują się drogi backpackersów. Jest idealną bazą wypadową po Chiapas, gdzie można podziwiać tradycyjne wioski i ich rdzennych mieszkańców kultywujących i pielęgnujących tradycje. Region Chiapas oprócz fascynującej kultury, rozpieszcza nas tropikalną fauną i florą i nie bez powodu meksykanie nazywają go „sercem Meksyku”.

San Cristobal de las Casas posiada dwa oblicza. Z jednej strony jest pełne turystów i jest dla nich przyjazne, a z drugiej strony pełne jest tradycji, która przenika tu wraz z indianami wałęsającymi się po ulicach i sprzedającymi na wielkim, ulicznym targu swoje regionalne wyroby ( często przemieszane z tandetnymi podróbami ). Zobacz więcej zdjęć.

Podróż do tego miasta kosztowała nas całonocną jazdę autobusem. Chcąc zwiedzać Meksyk, trzeba się jednak do tego przyzwyczaić, bo odległości są tu ogromne i nie do przebycia na piechotę.
Trochę mokrzy, ale zadowoleni doszliśmy na stację, przeczekaliśmy jeszcze dwie godziny i wsiedliśmy do autobusu w kierunku San Cristobal. Na podróż autokarem radzimy brać zawsze kocyki, śpiwory, swetry, bluzy, spodnie, bo jak już wspominałam w innym poście, meksykanie lubią ostro podkręcić klimatyzację.

Zanim jednak wsiedliśmy do naszego wehikułu, musieliśmy spędzić kilka dobrych godzin (z plecakami) tułając się po plaży i ulicach Puerto Escondido. Okazało się bowiem, że transport będziemy mieć późnym wieczorem. Przycupnęliśmy zatem pod parasolem w jednej z przybrzeżnych „restauracji”, napiliśmy się kokosowej wody prosto z kokosa (fu), zjedliśmy świeże krewetki w salsie (mniam), napiliśmy się piwa i troszkę popływaliśmy. Płacąc rachunek, „pan kelner” podliczył nas dodatkowo za siedzenie pod parasolem. Wkurzył nas tym niezmiernie, a ja jak to ja postanowiłam mu nie darować, mówiąc że pozbawia nas bezczelnie obiadu w ten sposób i że nie może nas traktować jak Amerykanów, bo my biedne backpackersy z Polski jesteśmy. Po tym zdaniu naciągacz nieco się zreflektował i łaskawie obniżył nam cenę. Mniej wściekli, ale jednak trochę niezadowoleni, postanowiliśmy znaleźć jakieś ustronne miejsce na drzemkę, co przy samej miejskiej strefie łatwe nie jest. Ruszyliśmy się kawałek dalej i przy szerokiej plaży, pośród kokosów i szumu fal, oddaliśmy się w objęcia Morfeusza pod jedną z gościnnych palemek.

Po krótkim odpoczynku musieliśmy zebrać manatki, bo zaczął padać deszcz. Ubraliśmy siebie i plecaki w ortaliony, wyjęliśmy nasze przenośne, bambusowe kieliszki do mezcala, wypiliśmy po szocie na dalszą drogę i już mieliśmy iść, kiedy podeszło do nas dwóch meksykańskich surferów. Byli wyraźnie zatroskani naszym widokiem (no może widok obładowanych, zmokniętych europejczyków był lekko smutnawy) i jeden z nich zapytał: Esta bien, chicos? I tu należy wspomnieć o tym jacy są ludzie w Meksyku. Otóż, są naprawdę mili. Mijani na ulicach ludzie witają się, kłaniają, uśmiechają. Nie spotkało nas nic przykrego ze strony kogokolwiek. Zobacz więcej zdjęć

Do San Cristobal de las Casas dotarliśmy następnego dnia około godziny 12 w południe. Od razu znaleźliśmy hostel (Casa Gaia – bardzo przytulny, rodzinny, niedaleko centrum), zostawiliśmy bambetle i wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Zobacz więcej zdjęć

Miasto położone jest w górach, nieco wyżej niż wszystkie z nim sąsiadujące, dlatego jest w nim nieco chłodniej. Pełne jest charakterystycznych domków z czerwoną dachówką. Ma dość bujną historię. Dochodziło tu do starć kolonizatorów z zapatystami i swojego czasu nazywane było: Villavicosa – Złe Miasto. Kolonizatorzy wyzyskiwali i pacyfikowali miejscowych Indian, którzy wypędzani chowali się w okolicznych dżunglach.

Cristobal najlepiej obejrzeć przechadzając się leniwie po jego uliczkach i zaglądając do sklepów i na witrynki. Warto też przysiąść w jednej z kawiarni i spróbować kawy lub czekolady. Nam udało się trafić na parę ciekawych pracowni m.in. pracownia, w której gnieździło się trzech hipisów, z których każdy produkował coś innego. (jeden malował, jeden coś dziergał, dziewczyna robiła biżuterię). Trafiliśmy też na sklep z porządnymi maskami lucha libre ( meksykańskie wolne zapasy ) i Michał nie omieszkał zakupić jednej z nich, bo to w końcu niezbędna rzecz jest. Zobacz więcej zdjęć

San Cristobal to również kościoły i place, na których można obserwować handlujących indian, którzy całymi rodzinami przyjeżdżają do miasta, aby zarobić parę groszy. Na szczęście nie są napastliwi i wystarczy powiedzieć: „no gracias” i wszystko staje się jasne. Indianie bardzo często wykorzystują do sprzedarzy swoje dzieci i to nie bez powodu. Ich czarne, wielkie oczy są idealne do zachęcania turystów. Sami mamy już kilogram kolorowych bransoletek, bo „ona tak patrzy” i „bo on tak patrzy”.

Obowiązkowym punktem w San Cristobal jest wielki targ tekstyliów i targ jedzeniowy. Na pierwszym z nich można znaleźć prawdziwe perełki w postaci skórzanych torebek, pasków i hamaków. Koniecznie trzeba się targować, bo ceny początkowe są zwykle dwa, trzy razy wyższe niż wytargowane. Zobacz więcej zdjęć

Prawdziwą gratką jest jednak targ jedzeniowy, chociaż nie do końca tylko jedzeniowy, bo znaleźliśmy tu cały sektor obejmujący usługi fryzjerskie. Oprócz fryzjera są kury, zioła, restauracyjki, owoce, warzywa, papryczki w różnych postaciach, świeżo smażone ryby, tacos. Jest też cały sektor mięsny, ale to polecam dla ludzi o mocnych nerwach. Podziwiać można cały przekrój profesji, płci, wieku i wałęsające się psy, żerujące na resztkach. Wszystko czego dusza zapragnie.

Jeśli ktoś zamierza przywieźć z Meksyku pamiątki to polecam poszukać perełek w San Cristobal. Może jest nieco drożej, ale czasami warto zapłacić więcej. My obkupiliśmy się jak dzicy i teraz mamy dwa razy cięższe plecaki, ale trzy skórzane torebki za 200 zł są warte bólu kręgosłupa.

Postanowiliśmy zostać w San Cristobal 3 dni i stąd zwiedzić okoliczne atrakcje. Z hostelu wykupiliśmy trzy wycieczki, z których dwie były warte swojej ceny, ale o tym w kolejnych postach. Zobacz więcej zdjęć

2 komentarze
  • TROPEMatiego
    Posted at 14:14h, 28 lutego Odpowiedz

    Bardzo dużo dużych zdjęć ;-). Niemniej, miejsce fantastyczne, warte odwiedzenia.

    • jedzmy
      Posted at 17:44h, 05 marca Odpowiedz

      To źle?

Post A Reply to jedzmy Cancel Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.